Świadectwo Ewy i Bońka – początki RRN w Poznaniu
Poznaliśmy się z mężem w Duszpasterstwie Akademickim, więc wydawało nam się, że mając taki sam światopogląd i wyznając te same wartości, stworzymy trwały związek małżeński. Niestety, szybko przekonaliśmy się, że nie byliśmy przygotowani do małżeństwa. Pochodziliśmy z różnych środowisk. Każde z nas chciało być kochane przez drugą osobę. Nie do końca rozumieliśmy, że to my mamy się oddawać. Pojawiły się nieporozumienia, kłótnie, wzajemne żale, niezrozumienie. Podczas spowiedzi świętych nie uzyskiwaliśmy rozwiązania naszych problemów małżeńskich. Ze smutkiem stwierdziliśmy, że brakuje nam wspólnoty, w której moglibyśmy rozwijać się duchowo, a jednocześnie porozmawiać o nękających nas problemach. Nieoczekiwanie Pan Bóg odpowiedział na nasze pragnienia.
Nie wiedzieliśmy o tym, że w Warszawie powstał Ruch Rodzin Nazaretańskich. Pierwszy raz do księdza Tadeusza Dajczera (jednego z założycieli RRN) pojechaliśmy 24 maja 1986 roku. Dziesięć dni wcześniej przyjechała do Poznania moja koleżanka ze studiów Mirosława Barszczewska i opowiadała nam o tym księdzu, że warto Go poznać. Była u nas pół godziny i zaprosiła nas do siebie. Niczego nie rozumieliśmy, nie znaliśmy ani tego ruchu, ani księdza. Słysząc, że spotkania ruchu, odbywają się w mieszkaniach, obawialiśmy się, że to może jakaś sekta. Nie wiedzieliśmy co to za pomysł, aby jechać do spowiedzi do Warszawy. Mój mąż, który był przy tej rozmowie, powiedział, że to ja mam zdecydować, co zrobimy. Przez te dziesięć dni, bo wyznaczyła nam datę spowiedzi, nie mogłam zaznać spokoju. Byłam rozdrażniona, smutna, przestraszona, bez powodu płakałam, nie potrafiłam myśleć o niczym innym, tylko o tym. Z jednej strony czułam, że jest to coś, czym powinnam się zainteresować, że to dla mnie jakaś szansa, coś bardzo ważnego. Z drugiej strony coś mi mówiło, że lepiej sobie życia nie komplikować, że po co mi to. Te dwie przeciwstawne siły walczyły we mnie cały czas i nie mogłam sobie z tym poradzić. Nie wiedziałam, co mam robić, miałam straszny niepokój. Stwierdziłam, że albo pójdę do lekarza i zacznę się leczyć, albo pojadę i poznam księdza Tadeusza. Innej możliwości nie widziałam.
Zapamiętam tę spowiedź u ojca Tadeusza chyba na całe życie. Poruszyłam różne problemy, które mnie nurtowały przez te lata. Ksiądz wysłuchał wszystkiego z wielką czułością dobrego ojca i bardzo trafnie scharakteryzował, jaka jestem. Nikt do tej pory tego nie uczynił. Przede wszystkim zwrócił uwagę, że nie żyję łaską chwili, tylko rozpamiętuję przeszłość i martwię się tym, co będzie. Niesamowite było to z jaką miłością mówił o tym, co źle robię, jakby przepraszał, że musi to powiedzieć. Na pytanie, czy przyjadę następnym razem, odpowiedziałam, że nie wiem, jak to zrobić, bo przecież zostawiliśmy córkę u rodziców. Wtedy ksiądz odpowiedział, że jak tylko będę chciała, to wszystko poukłada się tak, że będę mogła przyjeżdżać. Mąż również był zafascynowany tą spowiedzią.
Zaczęliśmy z mężem regularnie jeździć do spowiedzi do ojca Tadeusza, po kilku spotkaniach poprosiliśmy o kierownictwo duchowe. Poczuliśmy potrzebę codziennego uczestniczenia we mszy świętej. Konferencje głoszone w Wilanowie nagrywano dla nas na kasety, po które jeździliśmy na zmianę z mężem co dwa tygodnie. W Warszawie już była wspólnota, w Poznaniu dopiero się tworzyła. Nie myślałam, że uda nam się stworzyć grupę. 17 maja 1986 roku u spowiedzi, u księdza Tadeusza był Aleksander Stachowiak. Pierwsze spotkania były u Niego w domu, ale z powodu remontu, przenieśliśmy się do naszego mieszkania 382 m z ciemną kuchnią. Osoby, które zapraszaliśmy przychodziły i jedne zostawały, a inne odchodziły. Czasami, ktoś dowiadywał się przypadkiem o Ruchu Rodzin Nazaretańskich i zostawał. Pierwsi członkowie poznańskiej grupy zapraszali kolejne osoby. Na spotkania przychodziło kilkanaście osób. Odmawialiśmy różaniec, słuchaliśmy konferencji z kasety, a potem dzieliliśmy się świadectwami. Dopiero po dwóch latach pojawiła się szansa przeniesienia tych spotkań do kościoła. Nie mieliśmy w Poznaniu kierowników duchowych. Początkowo wszystkie nowe osoby wprowadzane do RRN jeździły do spowiedzi do Warszawy do księdza Tadeusza Dajczera, a kolejne do księdza Andrzeja Buczela. Gdy ruch się rozrastał na comiesięczne dni skupienia przyjeżdżali do nas kapłani z Warszawy między innymi: ksiądz Mieczysław Jerzak, ksiądz Andrzej Kopczyński, ksiądz Tadeusz Kopczyński. Odprawiali mszę świętą, głosili konferencję, spowiadali nas. Po jakimś czasie zamiast odsłuchiwania nagrywanych konferencji, zaczęto wydawać zeszyty, z których korzystaliśmy na cotygodniowych spotkaniach. Gdy członków RRN w Poznaniu było więcej, powstało kilka grup zlokalizowanych przy parafiach w różnych częściach miasta.
